Szukaj

Wstęp

Mam na imię Wojtek, urodziłem się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, dorastałem w bloku z lat pięćdziesiątych, który miał nie doczekać XXI wieku, i najbardziej zaawansowaną technologią, jaką pamiętam z dzieciństwa, była telegazeta. Wpajane mi wartości i tradycje walczyły na rozstaju starej i nowej Polski, a ja, pozostawiony bez instrukcji obsługi kapitalistycznej rzeczywistości, od dziecka odczuwałem trud odnalezienia się między podążaniem własną drogą a utartymi ścieżkami starszych pokoleń.

Zawsze mocno wierzyłem, że to właśnie przedostatnia dekada starego tysiąclecia uczyniła moje pokolenie wyjątkowym, gotowym na wszystko i żądnym sukcesu, zmiany. Ta bezprecedensowa transformacja urodziła w nas „można”, wypychając „trzeba”, dała nam głos i wszelkie potrzebne instrumenty, by został usłyszany. Dla mnie i moich rówieśników to czas, do którego lubimy sięgać pamięcią, bo kojarzymy go z wieloma inicjacjami, nowościami i mnogością ścieżek, jakimi mogliśmy podążać.

W całej „wyjątkowości”, którą bez mrugnięcia okiem przypisywałem urodzonym w latach 80., zawsze chciałem odnaleźć i określić siebie. Wkładając się do szufladki na równi z całą dekadą mojego pokolenia, próbowałem znaleźć te kilka cech, tych kilka umiejętności, które bez pudła określałyby właśnie mnie. Potrzebowałem tego, nie wiem czemu, ale po prostu potrzebowałem. Pod skórą czułem, że wiele dzięki temu mógłbym zrozumieć czy zwyczajnie wytłumaczyć innym.

Nie raz swoje zachowanie, palniętą głupotę lub oburzenie na cały otaczający mnie świat, zrzucałem na pączkujące od młodego wieku cechy charakteru. Nie raz próbowałem z nimi walczyć, tłamsić je; wierząc, że to jedyna droga, aby stać się lepszym, z mniejszym bagażem kompleksów i wad. Wielokrotnie wracając do domu starałem się ze wszystkich sił przypomnieć sobie moment, sytuację lub dzień, który obciążyłbym odpowiedzialnością bycia pierwszym, otwierającym moją historię.

Zawsze mocno wierzyłem, że istnieje na kartach mojej historii jedna, którą na pewno odgrzebię z pamięci i uświadomię sobie, że dzięki niej po raz pierwszy usłyszałem swój głos, swoje „ja”. Niejednokrotnie brodziłem w pamięci, szukałem w niej pierwszego wyjścia na sanki z tatą, pierwszych wakacji u babci na wsi czy pierwszego, trzykołowego roweru, którym sunąłem między kuchnią a przedpokojem. Żadna z tych historii, niestety, nie budziła we mnie na tyle silnych emocji, by mianować ją pierwszą, konstytuującą część teraźniejszego mnie.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów